O złości (z przymrużeniem rodzicielskiego oka 😊)

 

Och, jakże piękny byłby świat samych szczęśliwych ludzi… Do czasu… Dziś wiemy, że tłumione emocje nie znikają gdzieś w bezkresach kosmosu, ale wciąż są w nas obecne i mogą skutkować wieloma negatywnymi konsekwencjami. Jak to zatem jest, że w ogóle natura wymyśliła coś takiego jak złość? Po co nam to, co sprawia dziś tyle trudności i powoduje, że miły niedzielny poranek zamienia się w koszmar, bo wieża z klocków, tak długo budowana, runęła nagle (z niewielką pomocą młodszego brata)?

 

Gdy przeanalizujemy sytuację, kiedy poziom pobudzenia wzrasta i pojawia się to, co nazywamy złością czy gniewem, wówczas większość z nas odpowie, że pojawiają się one wtedy, gdy dzieje się coś, na co się nie zgadzamy, co przekracza nasze granice, co nam się nie podoba. Są to momenty, gdzie potrzebna jest reakcja, aby móc się obronić, zaprotestować, albo w inny konstruktywny sposób zademonstrować, że coś idzie nie po naszej myśli. Takich sytuacji napotykamy w życiu wiele. Jeśli nie będziemy uczyć dziecka, że ma prawo bronić swoich granic od najmłodszych lat (w społecznie akceptowany sposób), nie będzie potrafiło w dorosłości również zareagować, gdy ktoś będzie je przekraczał. Innymi słowy, nie da się mieć grzecznego, czyli zawsze posłusznego dziecka i jednocześnie wychować go na asertywnego dorosłego. To stwierdzenie ostatnio często pojawia się w artykułach i internetowych postach, ale jest na tyle ważne, że warto je powtarzać.

Własne rozważania nad tematem złości proponuję rozpocząć od zastanowienia się  jakie mogą być przyczyny pojawiania się tej emocji u naszych dzieci. Jako rodzice często widzimy ten zapalnik, który powoduje rozlanie się napięcia np, ktoś zabrał ulubione auto, w zupie pomidorowej pływa znienawidzona pietruszka, albo mama zabroniła oglądać kolejny odcinek ulubionej bajki. Myślę jednak, że warto oprócz “prostego” znalezienia przyczyny, zwrócić uwagę jeszcze na kilka czynników:

-Po pierwsze przyjrzyjmy się temu,  jak wygląda nasza złość. Czy my jako rodzice potrafimy konstruktywnie ją wyrażać, czy jest jakiś wspólny wzorzec w przeżywaniu tej i innych emocji widoczny zarówno u nas, i naszych dzieci? Jeśli zauważymy, że sami mamy trudność z asertywnym wyrażaniem złości,  powinno to być to dla nas sygnałem ostrzegawczym. Dziecko nie nauczy się tej umiejętności, jeśli nie zobaczy dobrego wzorca u rodziców.

-Po drugie zawsze warto pamiętać, że złość odczuwają wszyscy. Ma ona przecież swoją funkcję i obok radości, strachu, zdziwienia, smutku i wstrętu jest emocją podstawową. Paul Ekman (1972) dzięki długoletniej obserwacji ludzi w różnych kulturach stwierdził, że istnieje grupa emocji uniwersalnych (podstawowych), czyli tak samo wyrażanych, niezależnie od kręgu kulturowego, ani rasy. Natężenie przeżywania emocji może być różne, ale występują one u wszystkich ludzi. Niektórzy z nas nie chcą dopuszczać tego do świadomości, co może prowadzić do wielu negatywnych konsekwencji.

O tym do czego może nas doprowadzić tłumienie emocji piszą autorki książki „Znaczenie miłości”. Niektóre wymienione przez nie daleko idące skutki są już dziś powszechnie znane. Wspominają bowiem o tym, że długotrwałe tłumienie naszych przeżyć może prowadzić do obniżenia odporności, różnych chorób autoimmunologicznych, nowotworów, a także chorób psychicznych. To, że nie pozwalamy sobie na wyrażanie tego co przeżywamy, może prowadzić również do wielu uzależnień. Autorki książki powołują się na teorię „konglomeratu emocji”, wedle której  każda emocja wywołuje w naszym ciele specyficzny tylko dla niej zbiór reakcji biochemicznych. Gdy nie pozwalamy sobie na konstruktywne wyrażanie, tego co czujemy, czy nawet dopuszczenie tego do świadomości, pobudzenie które odczuwamy nadal w naszym ciele zostaje i może prowadzić do wspomnianych wyżej konsekwencji

-Po trzecie bierzmy pod uwagę okres rozwojowy w jakim nasze dziecko się znajduje. Jeśli maluch jeszcze nie mówi, albo nie wie jak słowami wyrazić to co czuje, prawdopodobnie będzie odreagowywać złość zachowaniem. Naszą rolą jest uczyć innych sposobów, takich które nie robią ani dziecku ani nikomu innemu krzywdy, a jednocześnie pozwalają obronić swoje granice. Gdy w piaskownicy ktoś zabiera dziecku ulubioną zabawkę, a ten zaczyna uderzać kolegę, trzeba nie tylko dać komunikat, że nie wolno się bić, ale też nazwać pojawiające się emocje- “ widzę że się zezłościłeś, że ktoś zabrał twoje autko, powiedz chłopcu “to moje, teraz ja się tym bawię, nie zabieraj  mi”

-Po czwarte zawsze pamiętajmy o tym, że dzieci (czyli ludzie:)) są różne. Rodzimy się z różnymi temperamentami, nasz układ nerwowy rozwijał się w swój specyficzny sposób w związku z tym jak przebiegał nasz rozwój w życiu płodowym oraz w kolejnych miesiącach życia. Mamy też różne rodziny pochodzenia, które prezentują swoje wzorce reakcji i wsparcia. Nie można zatem porównywać tego jak reagują różne dzieci. Każde z nich inaczej radzi sobie z obciążeniami, które go spotykają.

Co zatem zrobić, żeby nam i naszym dzieciom żyło się mimo złości dobrze? Najlepiej byłoby działać dwutorowo- oczywiście pracujmy nad tym, aby nauczyć dzieci wielu sposobów na konstruktywne radzenie sobie z napięciem, które będzie się w nim pojawiać, ale też dbajmy o to, aby nasze emocje nie brały góry nad rozumieniem.

Z pomocą mogą przyjść nam książki, które dostarczają wielu inspiracji do tego jak rozmawiać o emocjach, pokazują nowe metafory, którymi można bardziej dotrzeć do dzieci, ale też pomóc nam samym zmienić perspektywę. Często forma bajki/ opowieści jest dla dzieci ciekawsza niż kolejna “sucha” rozmowa z rodzicem.

Jedną z moich ulubionych książek, którą wykorzystuję w domu i pracy jest „Sam i Watson przeganiają gniew”. Pozycja dla miłośników kotów (kot jest tu specjalistą od emocji ;))  pokazuje jak dzięki wizualizacji i oddechowi uspokoić się i móc spojrzeć na to co się przydarzyło z innej perspektywy. Na jej podstawie można potem stworzyć własne sposoby na uspokajające wizualizacje z dzieckiem.

Bardzo ciekawą propozycją jest też “Self- reg. Opowieści dla dzieci o tym, jak działać, gdy emocje biorą górę”. Mimo, że w tytule mamy informację, że jest to książka dla dzieci, uważam ją za niezastąpioną dla całej rodziny. Bajki dotykają historii, które wielu rodziców zna z własnego doświadczenia, a po każdej z nich jest rozdział wyjaśniający i wprowadzający w teorię Self-reg.

Na rynku mamy też pozycję skierowaną typowo do rodziców “Co zrobić, gdy moja złość krzywdzi innych”. Popularny poradnik może być wstępem do pracy nad swoimi emocjami. Pozwala się zastanowić dlaczego w nas tyle złości i czy na pewno to co robi dziecko wymaga takiej reakcji. Książka jest napisana w przystępny sposób.

Inne pozycje mogące się przydać:

„Garść radości, szczypta złości”

„Uczuciometr Inspektora Krokodyla”

„Jestem wściekły” jak pokonać złość

„Co robić, gdy się złościsz. Techniki zarządzania złością”

„Złość” seria Przygody Fenka

„Złość i smok Lubomił”

 

 

 

 

Podobne wpisy

Leave a Reply