Prawidłowy rozwój mowy jest tym, co bardzo zajmuje rodziców małych dzieci. Pytanie, czy dziecko już coś mówi, jest jednym z najczęściej zadawanych młodym rodzicom, a także oni z wyczekiwaniem wytężają uszu, czy aby na pewno to, co powiedział maluch, to nie było pierwsze słowo „mama” lub „tata”. Niestety nie zawsze rozwój mowy przebiega dokładnie tak, jak byśmy chcieli.
Rodzice, martwiąc się o brak postępów w tej dziedzinie, zgłaszają się do specjalisty zazwyczaj ok. 3. roku życia. Jest to wiek, kiedy widać już znaczne zróżnicowanie w tym, jak porozumiewają się dzieci. Są tacy 3-latkowie, którzy używają zaledwie kilku słów, a są i tacy, którzy płynnie rozmawiają, budując zdania złożone. Pierwszym miejscem, do którego się kierują, jest gabinet logopedyczny. Oczywiście jest to słuszna decyzja. Chciałabym tu jednak przedstawić taki model pracy, w którym rozwój dziecka traktujemy w sposób zintegrowany, ponieważ proces przyswajania języka jest silnie związany z nabywaniem umiejętności poznawczych i społecznych (Bokus, Shugar, 2007). Do tego, żeby dobrze się komunikować, potrzebne są nie tylko słowa, ale też rozumienie kontekstu, tonu głosu, a co za tym idzie — emocji w nim zawartych.
Oczywiste jest, że jako rodzice mamy duży wpływ na to, jak rozwinie się nasze dziecko w kwestii umiejętności komunikacyjnych. Celowo używam tu sformułowania zdolności komunikacyjne, bo z perspektywy psychologa nie tylko samo używanie mowy jest ważne, ale też to, jak ta mowa jest używana. Tego wszystkiego uczymy nasze dzieci już od pierwszych dni życia, choć słowo „uczymy” może wydawać się dziwne, gdy myślimy o kilkudniowym maleństwie. Tak naprawdę ta „nauka” polega na byciu w kontakcie — takim, który zapewnia dziecku zrozumienie tego, co się z nim dzieje. Proces ten często pojawia się naturalnie, gdy stajemy się rodzicami — poznajemy podstawowe potrzeby naszego dziecka i nazywamy je, tworząc tym samym „pierwszą lekcję” jego umiejętności emocjonalnych. Niestety to nie zawsze jest takie proste w praktyce. Nie zawsze sami potrafimy rozpoznawać swoje stany emocjonalne i mamy trudność, aby zrozumieć i zaakceptować niektóre emocje u innych. Nie zawsze też mamy w sobie na tyle zasobów, aby móc pomieścić emocje jeszcze kogoś, bo te nasze wypełniają nas do granic. Te zasoby to chociażby czas, wystarczająca ilość snu, umiejętności psychologiczne do poradzenia sobie z własnymi lękami, kryzysami itp. Dlatego uważam, że o rozwoju umiejętności komunikacyjnych warto myśleć od pierwszych chwil bycia rodzicem, a rozpoczynamy ten proces od zadbania o swoje własne kompetencje społeczno-emocjonalne. Dużo łatwiej będzie naszemu dziecku się rozwinąć, gdy zadziałamy stopniowo. Po pierwsze — będziemy pracować nad tym, jak sami się komunikujemy, będąc uważni, czy na pewno jest to taki sposób, jakiego chcemy uczyć nasze dziecko. Po drugie — będziemy obserwować postępy komunikacyjne dziecka. Chodzi tu nie tylko o mowę, ale również o to, jak porozumiewa się niewerbalnie: czy używa gestów, czy nawiązuje kontakt wzrokowy, czy ma jakieś inne sposoby, aby nawiązać kontakt albo wyrazić swoją potrzebę. Ta „obserwacja”, a właściwie uważność na postępy dziecka, pozwoli zareagować wcześniej, a nie dopiero gdy zobaczymy, że jest w tej sferze duża trudność, gdy dziecko ma trzy, cztery, a może i więcej lat.
Dla wielu rodziców bywa zaskakujące, że już w „pierwszych chwilach życia dzieci zaczynają naśladować mimikę dorosłego, poruszanie ustami, wysuwanie języka czy kiwanie głową, czyli dokonują pierwszych wymian komunikatów” (Bokus, Shugar, 2007). Badacze Meltzoff i Moore zaobserwowali już w 42. minucie życia dziecka te zachowania o charakterze protokonwersacji (za: Bokus, Shugar 2007). Jeżeli będziemy mieć na uwadze, że dziecko tak jak my jest istotą społeczną, to będziemy czujniejsi na jego komunikaty, które wysyła cały czas, gdy jest z nami w relacji, a w pierwszych miesiącach życia ten kontakt jest zazwyczaj nieprzerwany. Ważne, aby tak samo, jak ono stara się naturalnie obserwować i naśladować opiekuna, tak samo opiekun — a właściwie z dużo większą świadomością — dostrajał się do sygnałów i potrzeb dziecka. Obserwując rodziców małych dzieci, często widać to w formie powtarzania dźwięków, które dziecko wydaje, nawiązywania kontaktu wzrokowego, gdy pojawia się jakiś sygnał z jego strony, odpowiadania: „tak, jesteś już zmęczony, zaraz pójdziemy spać”, „o, jak ci się nie spodobał ten hałas, spokojnie, to tylko pies za oknem, wszystko jest w porządku”. W ten sposób tworzymy nie tylko podwaliny do rozwoju mowy, ale też uczymy tego, aby dziecko było świadome swoich stanów emocjonalnych i doświadczeń — czyli rozwijamy jego kompetencje emocjonalno-społeczne.
Pracując z rodzinami dzieci z opóźnionym rozwojem mowy w ramach wczesnego wspomagania rozwoju, często towarzyszyłam w tym, aby rodzicom i dzieciom ułatwić to „dostrajanie się”. Psycholog ma tu za zadanie być uważnym na komunikaty wysyłane przez dzieci i rodziców i pomóc je zrozumieć. Ważna w tym procesie jest próba odkrycia znaczenia sygnałów, które z różnych powodów nie są zauważane lub nienazwane z powodu ograniczonego zasobu słownictwa. Czasem, stosując elementy treningu umiejętności społecznych, zajmujemy się też tym, jak mimo trudności w słownym porozumiewaniu się dziecko było w stanie radzić sobie w różnych sytuacjach społecznych. W końcu — choć według mnie jest to korzyść najważniejsza — rodzic w takim interdyscyplinarnym modelu pracy ma szansę przyjrzeć się swoim emocjom i reakcjom na zachowanie dziecka i bardziej je zrozumieć.
Bokus, B., Shugar, G. W. (2007). Psychologia języka dziecka. Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.
Joanna Chojnacka psycholog